Subskrypcja
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać informacje z naszego serwisu.

 
2004.07 Hańcza, 102m

Foto
Zejście na 11 atmosfer

Na dnie Hańczy (102 metry) było już wielu, ale nigdy jeszcze nie zanurkowała tam jednocześnie tak liczna grupa. W zeszły piątek trzej opolscy nurkowie: Piotr Sitnik, Witold Zembaczyński i Marcin Stelmach wraz z pięcioma kolegami z kraju właśnie tego dokonali.

Okazją do wyczynu było pięciolecie polskiej TDI (Technical Diving International - największej organizacji szkolącej nurków technicznych, do której należy opolska szkoła).
Zanurzenie na takiej głębokości i w tak słabej przejrzystości (po 20 metrach zaczyna się robić ciemno) to wyczyn.
- Mimo że płyniemy obok siebie, to nie znaczy, że jesteśmy partnerami. Mamy oczywiście wspólny plan, ale nie możemy sobie pomóc, a nawet nie powinniśmy tego od siebie wymagać - mówi Witold Zembaczyński.
To tak, jak w górach, na wysokości kilku tysięcy metrów. Każdy jest zdany tylko na siebie. Gdy pojawią się problemy, niestety trzeba liczyć się z pogrzebami.
Zanim wykonali rekordowe nurkowanie, przez trzy dni intensywnie się przygotowywali. Przez dwa tygodnie nad Hańczą doświadczony polski nurek Tomasz Wróblewski przygotowywał miejsce bicia rekordu. Logistyka wymagała koncentracji, trzeba było przygotować profesjonalny sprzęt, mieszankę gazów (każdy miał ze sobą pięć butli), zabezpieczyć stanowiska i przede wszystkim za pomocą GPS i echosondy znaleźć miejsce o odpowiedniej głębokości.
Hańcza to jezioro lodowcowe, swą głębokość zawdzięcza temu, że lodowiec się stąd nie cofał, a topniał. Najgłębsze miejsce znajduje się niemalże na środku. Ekipa wraz z nurkami asekuracyjnymi wypłynęła tam na wielkim pontonie. Każdy wyposażony w sprzęt ważący ok. 90 kg. W niecałe cztery minuty, czyli z prędkością 30 metrów na minutę, znaleźli się na dnie.

Spodziewali się co najmniej czterech stopni Celsjusza. Tymczasem na dnie były tylko dwa. Już na trzydziestym metrze podczas wynurzania pojawiły się komplikacje. Witkowi Zembaczyńskiemu zamarzł automat oddechowy podający mieszankę gazów dekompresyjnych (niezbędnych do bezpiecznego wynurzenia).
- Poradziłem sobie dzięki technice specjalnego oddychania - wspomina. I tu sprawdziła się umiejętność samoratownictwa. Bo w takich warunkach płynący kilka metrów obok partner nie ma pojęcia o awarii kolegi.
Na dnie Hańczy byli ok. pięciu minut. Najgłębsze miejsce jeziora zajmuje obszar połowy boiska piłkarskiego. W przeraźliwym zimnie i panujących wokół ciemnościach, z mocnymi latarkami w dłoniach po kilku minutach rozpoczęli wynurzanie.

- Strach? Oczywiście był - mówią opolanie. - Ale spowodowany świadomością, że na tak dużej głębokości, przy zerowej widoczności znajdzie się obok siebie tyle osób. Każde zderzenie pod wodą nurków, wręcz oplecionych sprzętem, mogło się skończyć tragedią.
Dlatego taki wyczyn nie mógł być możliwy, gdyby spotkało się kilka przypadkowych osób. Rekord można było pobić dzięki temu, że w zgranej grupie nurkowali już dziesiątki razy.
- Nurkowanie stało się modne, a najgłębsze jezioro w Polsce przyciąga. Nic więc dziwnego, że naszemu przyjacielowi świętej pamięci Michałowi Poradzie bardzo bogaci ludzie w tym kraju proponowali: weź mnie na dno Hańczy za 15 tysięcy. Michał wszystkich odprawiał z kwitkiem - opowiada Witold Zembaczyński.

Nurkowanie to magia. Świadomość walki z własnymi słabościami i fakt, że człowiek jest zdany na siebie w nienaturalnym środowisku, przyciąga coraz więcej ludzi. Jednak nurkować tak głęboko i w tak trudnych warunkach mogą tylko nieliczni. Oprócz trzech opolan w Polsce jest jeszcze czterech śmiałków. Wszyscy mają na koncie ponad tysiąc zanurzeń i od pięciu lat intensywnie się uczą, wciąż podwyższając swe kwalifikacje.
- Nurkowanie to bezpieczny wypoczynek, ale chęć głębokich zanurzeń trzeba poczuć i jednocześnie mieć w sobie wielką równowagę, dyscyplinę, konsekwencję i dążyć do celu małymi kroczkami. To się nazywa uzależnienie od adrenaliny - mówi Piotr Sitnik.
Jego Opolska Szkoła Nurkowania wykształciła już ponad 200 osób, które otrzymały licencje. Piotr ma najwyższy, po Grzegorzu "Bananie” Dominiku (prekursorze głębokiego nurkowania w Polsce, nauczycielu i odkrywcy m.in. wraku statku Goya na Bałtyku) stopień instruktorski w systemie TDI w Polsce.

Ich wielkim nauczycielem jest właśnie Grzegorz "Banan” Dominik, który podczas pobytu na Hańczy dokonał rzeczy, której dotąd nikt nie zrobił: Nurek samotnie przepłynął po dnie jezioro w poprzek (ok. 1 km). Przez trzydzieści minut w przeraźliwym zimnie płynął na głębokości stu metrów, opierając się głównie na wskazaniu kompasu. A potem przez 170 minut, by było to bezpieczne, wynurzał się (na głębokości stu metrów ciśnienie wynosi 11 atmosfer, na powierzchni jedną). Było to możliwe dzięki technice nurkowania w obiegu zamkniętym. "Zwykły” nurek, bowiem, który zabiera z sobą pod wodę butlę, robi z niej wdech, a potem wydech do wody. Technika obiegu zamkniętego polega na oddychaniu w pętli. Nurek otrzymuje tlen, a wydychany dwutlenek jest pochłaniany przez specjalne urządzenie. Technologia ta pozwala utrzymać nurka przy życiu na dużych głębokościach.

Wyczyn opolskich nurków na Hańczy był rozgrzewką przed kolejną ekspedycją. W sierpniu chłopcy z Opola chcą się zanurzyć na głębokość ponad 100 metrów, by na dnie Bałtyku spenetrować dwa wraki.
- Mamy nadzieję, że to będzie wydarzenie ważne dla historii, ale i nurkowania - zapowiadają i milczą, gdy pada pytanie, o jakie wraki chodzi. - Tacy już jesteśmy, gdy coś się urodzi w naszych głowach i wiemy, że damy radę, to nie ma takiej siły, która by nas od tego odwiodła - mówią.
Największym marzeniem jest zanurkowanie na wrak Brittanica, leżącego na dnie Morza Egejskiego (statek nazywany był siostrą Titanica, po którego katastrofie został wzmocniony tak, by przetrwał zderzenie z górą lodową. Po wybuchu pierwszej wojny światowej przerobiono go na statek szpitalny. W trakcie jednej z misji trafiony przez U-Boota w ciągu godziny poszedł na dno). - To jest realne marzenie z punktu widzenia naszego doświadczenia, ale jeszcze nierealne finansowo. Jednodniowe pozwolenie na nurkowanie kosztuje 5 tysięcy dolarów... - mówią opolanie.

Anita Koszałkowska
akoszalkowska@nto.pl
Ostatnie zmiany: 22. Lipca 2004 23:38
Aktualności
 
 

Witryna wykorzystuje ciasteczka (ang. cookies) w celach sesyjnych oraz statystycznych. Więcej informacji w polityce prywatności.
 
 
OCHRONA I PRZETWARZANIE DANYCH OSOBOWYCH